Ministranci w górach PDF Drukuj Email
czwartek, 21 lipca 2016 21:34

Wakacje!!! Długo wyczekiwany przez wszystkich czas odpoczynku po szkolnych trudach i różnych dodatkowych zajęciach pozalekcyjnych. W tym roku chłopcy z naszej wspólnoty parafialnej, należący do Liturgicznej Służby Ołtarza, rozpoczęli wakacje od wyjazdu w nasze piękne Tatry. W niedzielę – 26 czerwca grupa chłopców w liczbie 41 wraz z księdzem Sławomirem i opiekunami wyjechała w góry.
Po przyjeździe do Białego Dunajca w godzinach wieczornych wystarczyło czasu już tylko na kolację, rozpakowanie się i wspólną wieczorną modlitwę.

Poniedziałkowy poranek trochę zaskoczył nas mgłą i lekkim deszczem ale nikt się tym zbytnio nie przejmował. Byliśmy przygotowani na każdą pogodę. Wycieczkę rozpoczęliśmy od parkingu nieopodal Zazadni; naszym celem było Sanktuarium Maryjne na Wiktorówkach. Trasa w całości przebiegała leśną utwardzoną drogą. Po nieco ponad godzinie marszu dotarliśmy do Sanktuarium Matki Bożej Królowej Tatr lub Sanktuarium Matki Bożej Jaworzyńskiej – bo i tak jest też nazywane, usytuowane na wysokości ok. 1145 m n.p.m., aby tam uczestniczyć we Mszy świętej.
Historia powstania sanktuarium wiąże się z historią objawienia, które miało się wydarzyć w tym miejscu około 1860 roku. Według informacji spisanych przez ks. Szymona Kossakiewicza kilkunastoletniej pasterce Marysi Murzańskiej ukazała się Matka Boża prosząc o upominanie ludzi by nie grzeszyli i by pokutowali za własne winy.
Na drzewie w miejscu objawienia najpierw pasterze powiesili obrazek Matki Boskiej, który zastąpiono trwalszym – malowanym na szkle. Niedługo później nieopodal pojawiła się kapliczka oraz rzeźba w drewnie. Po kilkudziesięciu latach miejsce stało się celem pielgrzymek Podhalan, z czasem wybudowano kapliczkę. Dziś Sanktuarium to niewielki drewniany kościół na kamiennej podmurówce wybudowany w stylu podhalańskim, przykryty dwuspadowym dachem. Wnętrze kościoła jest jednonawowe. W zdobionym motywami góralskimi ołtarzu znajduje się drewniana figurka Matki Boskiej Jaworzyńskiej.
Kaplicę na Wiktorówkach wielokrotnie odwiedzał Karol Wojtyła i to on w 1975 roku powierzył opiekę nad Kaplicą Zakonowi Dominikanów, który sprawuje ją do dzisiaj.

Po Mszy świętej, wypiciu herbaty, na którą zaprosili nas ojcowie Dominikanie, udaliśmy się w dalszą kilkunastominutową wędrówkę, by dotrzeć do Rusinowej Polany znajdującej się na wysokości 1170-1300 m n.p.m. W tym miejscu pogoda znacznie się pogorszyła i musieliśmy uwierzyć na słowo księdzu Sławkowi, że z tego miejsca rozciąga się przepiękny widok na Tatry Wysokie – zarówno polskie jak i słowackie, a widać stąd podobno Hawrań, Lodowy Szczyt, Gerlach, Wysoką, Rysy, Mięguszowieckie Szczyty i wiele innych. Deszcz nie pozwolił nam się zbyt długo tam zatrzymać. Dość szybko – pomimo trudnej trasy zejścia po śliskich kamieniach i błocie – dotarliśmy na parking, gdzie czekał na nas autokar, który zawiózł nas do Chochołowa do największych term na Podhalu.

Kilkugodzinny relaks w basenach termalnych, korzystanie z różnych atrakcji wodnych sprawiło wszystkim uczestnikom niesamowitą frajdę. Po tak intensywnym dniu mogliśmy z satysfakcją wracać na miejsce noclegu, gdzie czekała na nas pyszna kolacja. Mimo zmęczenia po trudach dnia, chłopcy zdążyli jeszcze rozegrać mecz na boisku przy pensjonacie.
Jeszcze tylko wspólna wieczorna modlitwa, przedstawienie planu na kolejny dzień przez księdza Sławka  i mogliśmy się udać na odpoczynek przed kolejnym, równie intensywnym dniem.

Wtorek – kolejny dzień pobytu w Tatrach – rozpoczął się dla nas bardzo wcześnie. O godz.6.30 udaliśmy się do pobliskiego kościoła parafialnego pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Aniołów, by tam uczestniczyć we Mszy świętej. Taka ilość chłopców ubranych w komże, zgromadzonych przy ołtarzu musiała wzbudzać spore zainteresowanie mieszkańców i turystów, którzy pomimo tak wczesnej pory dość licznie zgromadzili się na porannej eucharystii i zerkali w naszym kierunku.
Po śniadaniu i spakowaniu rzeczy jakie są w górach niezwykle przydatne udaliśmy się do Zakopanego, gdzie czekała na nas pani przewodnik. Po poniedziałkowej „rozgrzewce” w planach mieliśmy do pokonania trasę: Kuźnice – Hala Gąsienicowa – Czarny Staw Gąsienicowy, gdzie czas przejścia waha się ok. 6 godzin. To jedna z najpopularniejszych tras w serce gór, gdzie rozpoczynają się najpiękniejsze szlaki wysokogórskie. Trasa dość łatwa od strony technicznej, ale wymagająca dobrej kondycji. Niestety. Tym razem okazała się dla nas nie do zdobycia, a to za sprawą kapryśnej pogody. Pani przewodnik wybrała dla nas – niezaawansowanych taterników - krótszą spacerową trasę
z Kuźnic na Kalatówki do schroniska na Hali Kondratowej. Po drodze minęliśmy pustelnię Brata Alberta, gdzie niektórzy zaopatrzyli się w pamiątki oraz rozgałęzienia szlaku, którymi można dotrzeć do Klasztoru Sióstr Albertynek. Drobny ale intensywny deszcz nie dawał za wygraną; trasa o dużych walorach widokowych i rekreacyjnych niektórym bardzo się dłużyła, choć zwykle zajmuje ona do 1,5 godziny. Nieco przemoczeni dotarliśmy do schroniska, gdzie przy dobrej pogodzie mieliśmy podziwiać przepiękny widok na Kasprowy Wierch i Czerwone Wierchy, a tym czasem w ciepłym i przytulnym pomieszczeniu mogliśmy odpocząć przy ciepłej herbacie i posiłku, który ze sobą zabraliśmy na szlak.
W drodze powrotnej pogoda zaczęła się nieco poprawiać ale było zbyt późno, by wybrać kolejną trasę i zbyt wcześnie by wracać na obiad. Postanowiliśmy przyjemnie spędzić czas zaopatrując się w pamiątki na Targu pod Gubałówką i spacerując po Krupówkach.
Całodzienna wędrówka i spacery nie odcisnęły piętna zmęczenia na żadnym z chłopców. Po obiedzie niestrudzeni ministranci z wielkim zaangażowaniem, duchem walki i niejednokrotnie poświęceniem przez 3 godziny rozgrywali mecze, zakończone finałem i wręczeniem dyplomów dla najlepszej drużyny i najlepszego zawodnika.
Na zakończenie dnia wspólna modlitwa, podsumowanie pobytu w Tatrach i przedstawienie planu na kolejny dzień, w którym musieliśmy się już pożegnać z górami.

W środę – ostatniego dnia naszej wycieczki – udaliśmy się do Sanktuarium Matki Bożej w Ludźmierzu – Królowej Podhala. Przed Mszą świętą udało nam się obejrzeć film przedstawiający historię Sanktuarium, z którego dowiedzieliśmy się, że figura Matki Bożej Gaździny Podhala znajduje się w najstarszej na Podhalu parafii. Licząca około 600 lat i mierząca zaledwie 125 cm wysokości drewniana rzeźba przyciąga tłumy wiernych, którzy gromadzą się w sanktuarium w Ludźmierzu - jak można domniemywać - od średniowiecza.

ażnymi datami dla tego sanktuarium były koronacja cudownej  figurki koronami papieskimi przez prymasa Stefana Wyszyńskiego i biskupa Karola Wojtyłę 15 sierpnia 1963 roku, a także dwie pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II do Matki Boskiej Ludźmierskiej, o której na lotnisku nowotarskim 8 czerwca 1979 roku powiedział: „Matka Boska jest zawsze podobna do ludzi ze swego domu. Kiedy teraz patrzyłem w Meksyku na Matkę Boską z Guadalupe, Matkę Boską Indian, przychodziła mi na myśl najbardziej Matka Boska Ludźmierska, bo to taka prawdziwa Gaździna Podhalańska”.
22 lutego 2001 roku, Kongregacja Kultu Bożego i Sakramentów Świętych, z upoważnienia Ojca Świętego bł. Jana Pawła II dokonała aktu nadania kościołowi pw. Wniebowzięcia NMP w Ludźmierzu tytułu  Bazyliki Mniejszej.

O godz. 10.00 rozpoczęła się Msza święta; tego dnia patronowali nam Św. Piotr i Paweł. Mieliśmy okazję wysłuchać pięknego kazania, które wygłosił proboszcz tamtejszej parafii.
Po mszy udaliśmy się na krótki spacer po przepięknym Maryjnym Ogrodzie Różańcowym, który jest szczególną pamiątką wizyty Jana Pawła II w dniu 7 czerwca 1997 roku i wspólnej modlitwy różańcowej z Ojcem Świętym. Figura św. Jana Pawła II w Ogrodzie Różańcowym jest szczególnym przypomnieniem, że modlitwa jest źródłem i mocą na drodze do świętości. Wskazuje, że Chrystusowi i Jego Matce trzeba polecać wszystkie sprawy Kościoła i następcy św. Piotra. Po wspólnej modlitwie pozostało nam jeszcze przejść przez Bramę Wiary, w której umieszczony jest dzwon oznajmiający naszą odpowiedzialność za głoszenie Ewangelii i przekazywanie tego skarbu przychodzącym po nas.

Podczas Mszy świętej w sanktuarium w Ludźmierzu, a także poprzedniego dnia, w kościele w Białym Dunajcu mogliśmy zaobserwować nieco odmienną i rozbudowaną posługę liturgiczną ministrantów. Chłopcy zauważyli wiele szczegółów i różnic pomiędzy swoją posługą w naszej parafii, a posługą swoich kolegów, o czym dyskutowali z księdzem prawie przez całą drogę do Wadowic.

Po przyjeździe do Wadowic udaliśmy się do Muzeum Domu Rodzinnego Jana Pawła II, gdzie zaskoczyła nas nowoczesna, multimedialna wystawa narracyjna, która nie tylko pozwala poznać lub odkryć na nowo życie, działalność i nauczanie Człowieka, który zmienił oblicze współczesnego świata, ale też zabiera zwiedzających w podróż w czasie, dotykając najnowszej historii Polski. Zaprasza do swego rodzaju spotkania z naszym ukochanym Ojcem Świętym. Około 1 200 m2 powierzchni wystawienniczej na czterech kondygnacjach budynku podzielono na szesnaście stref, które prowadzą śladami życia Karola Wojtyły – Jana Pawła II. Najważniejszą strefą – sercem Muzeum – jest Mieszkanie Wojtyłów, w którym Karol przyszedł na świat i przeżył 18 lat. Ilość zadawanych pani przewodnik pytań dowodzić może o bardzo dużym zainteresowaniu osobą św. Jana Pawła II i sporej wiedzy młodych ludzi.
Po zakupie pamiątek w muzeum udaliśmy się na papieskie kremówki, które nigdzie nie smakują tak, jak w rodzinnym mieście naszego Jana Pawła II.

Czas niestety biegł nieubłaganie; musieliśmy się udać w drogę powrotną do domu. Czekał nas jeszcze przystanek w Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie mieliśmy zaplanowany posiłek, a potem to już tylko krótki spacer po kalwaryjskich dróżkach i powrót do domu.
Piękny czas wakacji rozpoczęty z Bogiem, można by rzec: śladami św. Jana Pawła II, który tak kochał góry. Znaleźliśmy tu czas na odpoczynek, rekreację i przede wszystkim na modlitwę. Zmagaliśmy się trudami wędrówki przy kapryśnej pogodzie, mogliśmy sprawdzić siebie w różnych sytuacjach, na ile jesteśmy koleżeńscy, przyjaźni, posłuszni, chętni do pomocy słabszym, jak radzimy sobie w grupie, na ile odpowiedzialni i samodzielni i na ile pokorni wobec natury.
Ministranci i rodzice szczególne podziękowania kierują pod adresem księdza Sławomira za zorganizowanie wypoczynku, podczas którego każdy dzień bardzo dokładnie został zaplanowany, gdzie nie było czasu na nudę i bezczynność, gdzie wszyscy czuli się zaopiekowani i bezpieczni, a ksiądz okazał się wspaniałym tatrzańskim przewodnikiem oraz odpowiedzialnym wychowawcą
i kierownikiem.
Podziękowania również kierujemy do wszystkich, którzy wsparli w jakikolwiek sposób wyjazd tak licznej grupy ministrantów.

Red. L. Grabias

GALERIA

Poprawiony: czwartek, 21 lipca 2016 21:38